Cennym źródłem pożywienia były także zapasy z opuszczonych przez okupantów fabryk i zakładów. Znajdowano tam zwykle pojedyncze produkty, ale w hurtowych ilościach. Takie zdobycze, jak masło, ser, marmolada czy smalec, mogły być wymieniane na inne towary w ramach nieformalnego handlu. W powojennych wspomnieniach pojawia się też motyw mięsa wydawanego w rzeźni na Garbarach przez radzieckich żołnierzy, w zamian za zegarki.
Marian Romała [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 281.
Władysław Gramza [w:] M. Skąpski (opr.), Wielkopolanie o roku 1945, Poznań 1972, s. 174–175.
Roman Trojanowicz, „Kronika Miasta Poznania”, nr 1/2015, s. 92.
graf. „Głos Wielkopolski” 1945, nr 94, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej
Początkowo entuzjastyczne powitanie wkraczającej do kraju Armii Czerwonej szybko ustąpiło miejsca trwodze. W 1945 roku na terenie kraju występowały fale masowej przemocy ze strony żołnierzy radzieckich, w szczególności przemocy seksualnej wobec kobiet. Strach przed gwałtami, napadami i grabieżami wyłania się z wielu relacji biograficznych dotyczących powojnia.
Fragment relacji Janiny Rozmiarek, nagranej w latach 2006-2009. Relacja pochodzi ze zbiorów Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej.
W styczniu i lutym 1945 roku, podczas walk o Poznań, zdobycie pożywienia wiązało się z ogromnym ryzykiem. Większość magazynów żywności zajęło wojsko radzieckie. Niektórzy korzystali z zapasów zgromadzonych w piwnicy. Inni próbowali dotrzeć do gospodarstw rolnych z okolic Poznania. Jednak wiele wiejskich majątków również zostało zniszczonych, a znajdująca się w nich żywność była rekwirowana przez żołnierzy.
Krzysztof Stryjkowski, Poznań ’45. Ostatni rok wojny i pierwszy rok odbudowy, Poznań 2013, s. 318.
Mieczysława Nowak [w:] A. Czabański, Wspomnienia mieszkańców Junikowa z wydarzeń ze stycznia i lutego 1945 roku, Poznań 2015, s. 119.
W Poznaniu ani masła, ani chleba w wolnym handlu kupić nie było można.
Tadeusz Kraszewski [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 143.
Wiktoria Hetmańska [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 85.
graf. „Głos Wielkopolski” 1945, nr 94, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej
Ubrania części mieszkanek i mieszkańców spłonęły razem z ich dobytkiem. Garderoba wielu osób mieściła się w jednej walizce lub w tobołku. Zdobycie nowej odzieży było kwestią nie tylko pieniędzy, ale także umiejętności, pomysłowości i sieci kontaktów społecznych. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące po wojnie to czas, gdy poznaniacy zakładali na siebie wszelką odzież, jaką udało im się zdobyć, m.in. części mundurów wojskowych. Z kolei turbany na kobiecych głowach chroniły włosy przed wszechobecnym pyłem i kurzem.
Coraz więcej daje się odczuć brak odzieży i obuwia. Niejeden chodzi w ostatnim ubraniu. Chcąc oddać je do naprawy, zmuszony jest pozostać w domu.
Krzysztof Stryjkowski, Poznań ’45. Ostatni rok wojny i pierwszy rok odbudowy, Poznań 2013, s. 339.
Ubrana byłam w barchanowe spodnie od piżamy z lazaretu niemieckich wojsk lotniczych, jakiś lichy sweter i kurtkę mężowską, uszytą z koca. Na nogach miałam męskie półbuty, a na głowie czapkę z króliczego futerka.
Wiktoria Hetmańska [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 79.
Pożyczyłem aparat do golenia, aby po wielu dniach ogolić się, a przy okazji otrzymałem dwie pary używanych skarpet. Przechodziłem obok jakiejś ruiny [i zobaczyłem] (…) kolorowe zasłonki, które jakimś cudem nie spaliły się. (…) Była z tego później kolorowa, nawet niebrzydka sukienka siostry!
Marian Romała [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 80.