Zamknij rozwijaną treść

Zdobycze

Cennym źródłem pożywienia były także zapasy z opuszczonych przez okupantów fabryk i zakładów. Znajdowano tam zwykle pojedyncze produkty, ale w hurtowych ilościach. Takie zdobycze, jak masło, ser, marmolada czy smalec, mogły być wymieniane na inne towary w ramach nieformalnego handlu. W powojennych wspomnieniach pojawia się też motyw mięsa wydawanego w rzeźni na Garbarach przez radzieckich żołnierzy, w zamian za zegarki.

Po odrzuceniu sporej ilości cegieł i gruzu [w starym magazynie] natknęliśmy się na cztery wiadra (…) trzy wiadra zawierały marmoladę, a jedno wiadro… marcepan. Tego dnia obiad był słodki: kartofle z marmoladą i porcja marcepanu.

Marian Romała [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 281.

Na regałach w kuchni leżały chleby razem z gruzami. Znaleźliśmy skrzynkę po amunicji i w nią załadowaliśmy osiem chlebów. W domu szczotkowaliśmy je, by nie jeść z piaskiem i tynkiem, ale mimo to w czasie jedzenia piasek zgrzytał w zębach. Co było robić – chciało się jeść…

Władysław Gramza [w:] M. Skąpski (opr.), Wielkopolanie o roku 1945, Poznań 1972, s. 174–175.

Ktoś powiedział, że po zdobyciu przez Rosjan rzeźni na Garbarach można od nich kupić za zegarek pół świni. Ojciec natychmiast tam poszedł, zabierając jakiś stary zegarek kieszonkowy dziadka […]. Po drodze ktoś powiedział ojcu, że w pobliżu rzeźni za rogiem stoją Rosjanie i odbierają kupione za zegarki świnie. Tata jednak pół świni na Niegolewskich przyniósł, bo wiedział, którędy wiodą skróty przez podwórka.

Roman Trojanowicz, „Kronika Miasta Poznania”, nr 1/2015, s. 92.

graf. „Głos Wielkopolski” 1945, nr 94, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej

Niebezpieczeństwo

Początkowo entuzjastyczne powitanie wkraczającej do kraju Armii Czerwonej szybko ustąpiło miejsca trwodze. W 1945 roku na terenie kraju występowały fale masowej przemocy ze strony żołnierzy radzieckich, w szczególności przemocy seksualnej wobec kobiet. Strach przed gwałtami, napadami i grabieżami wyłania się z wielu relacji biograficznych dotyczących powojnia.

Później Niemcy, jak uciekali, to przyszli Rosjanie… Później znowu nas Rosjanie wyrzucali… I gdzieś na Sołacz żeśmy [poszły], były opuszczone wille, tośmy tam wchodzili. Coś do jedzenia się zabrało, bo przecież Niemcy, jak uciekali, to zabierali tylko najpotrzebniejsze rzeczy. A niektóre wille były tak zaopatrzone, spiżarnie, we wszystko, w słoiki różne. Tośmy wchodzili, zabierali, żebyśmy mieli co jeść […]. I później tam przychodzili Ruski… Straszne, straszne rzeczy się… Myśmy uciekały, bo gwałty same były, gwałty, a nas były cztery siostry, wszystkie młode.

Fragment relacji Janiny Rozmiarek, nagranej w latach 2006-2009. Relacja pochodzi ze zbiorów Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej.

Głód

W styczniu i lutym 1945 roku, podczas walk o Poznań, zdobycie pożywienia wiązało się z ogromnym ryzykiem. Większość magazynów żywności zajęło wojsko radzieckie. Niektórzy korzystali z zapasów zgromadzonych w piwnicy. Inni próbowali dotrzeć do gospodarstw rolnych z okolic Poznania. Jednak wiele wiejskich majątków również zostało zniszczonych, a znajdująca się w nich żywność była rekwirowana przez żołnierzy.

Paradoksalny jest stan, że głoduje miasto, które ma u siebie nadmiar zapasów żywnościowych.

Krzysztof Stryjkowski, Poznań ’45. Ostatni rok wojny i pierwszy rok odbudowy, Poznań 2013, s. 318.

Po walkach w Poznaniu bieda była niesamowita. Tylko się nieraz do gospodarzy chodziło do Plewisk i się mleko kupiło czy jajka. A tak to nic nie było.

Mieczysława Nowak [w:] A. Czabański, Wspomnienia mieszkańców Junikowa z wydarzeń ze stycznia i lutego 1945 roku, Poznań 2015, s. 119.

W Poznaniu ani masła, ani chleba w wolnym handlu kupić nie było można.
Tadeusz Kraszewski [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 143.

Sytuacja żywnościowa miasta była bardzo ciężka. Całymi dniami żywiliśmy się kaszą, a chleb był na deser – luty 1945

Wiktoria Hetmańska [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 85.

graf. „Głos Wielkopolski” 1945, nr 94, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej

Ubrania

Ubrania części mieszkanek i mieszkańców spłonęły razem z ich dobytkiem. Garderoba wielu osób mieściła się w jednej walizce lub w tobołku. Zdobycie nowej odzieży było kwestią nie tylko pieniędzy, ale także umiejętności, pomysłowości i sieci kontaktów społecznych. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące po wojnie to czas, gdy poznaniacy zakładali na siebie wszelką odzież, jaką udało im się zdobyć, m.in. części mundurów wojskowych. Z kolei turbany na kobiecych głowach chroniły włosy przed wszechobecnym pyłem i kurzem.

Coraz więcej daje się odczuć brak odzieży i obuwia. Niejeden chodzi w ostatnim ubraniu. Chcąc oddać je do naprawy, zmuszony jest pozostać w domu.

Krzysztof Stryjkowski, Poznań ’45. Ostatni rok wojny i pierwszy rok odbudowy, Poznań 2013, s. 339.

Ubrana byłam w barchanowe spodnie od piżamy z lazaretu niemieckich wojsk lotniczych, jakiś lichy sweter i kurtkę mężowską, uszytą z koca. Na nogach miałam męskie półbuty, a na głowie czapkę z króliczego futerka.

Wiktoria Hetmańska [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 79.

Pożyczyłem aparat do golenia, aby po wielu dniach ogolić się, a przy okazji otrzymałem dwie pary używanych skarpet. Przechodziłem obok jakiejś ruiny [i zobaczyłem] (…) kolorowe zasłonki, które jakimś cudem nie spaliły się. (…) Była z tego później kolorowa, nawet niebrzydka sukienka siostry!

Marian Romała [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 80.