Teofil dowiaduje się, że dwie ulice dalej trwają starania o otwarcie piekarni. Ponieważ jest z zawodu piekarzem, zgłasza się do pomocy. Początki działalności są trudne, brakuje mąki i drożdży. Czasem pracownicy zakładu używają mąki, którą klienci przekazują im w zamian za gotowe chleby.
Pojawiają się kartki na żywność. Nadal jednak jej zdobycie nie jest łatwe. Jadwiga niekiedy całe dni spędza, czekając w kolejce, a i tak nic nie udaje jej się kupić.
Zenon wraca do pracy w zakładach Cegielskiego. Jak w wielu innych zakładach, tu także działa jadłodajnia dla pracowników, a część wynagrodzenia wypłacana jest w produktach spożywczych. Zenon jednak stołuje się w domu, dzięki czemu zachowuje cały przydział kartek żywnościowych. Ponadto otrzymuje komplet garnków wyprodukowanych dla pracowników z zapasów blachy, które zostały w zakładzie.
Sytuacja rodziny nieco się poprawia. Nie muszą już korzystać z jadłodajni, gdzie zazwyczaj serwują zupę z brukwi i kawałek czarnego chleba.
Małżonkowie uważnie przeglądają ogłoszenia zamieszczane w „Głosie Wielkopolskim”. Brakuje im butów w odpowiednim rozmiarze. Poszukują poza tym szafy na ubrania. W gazecie znajdują się jednak przede wszystkim oferty kupna, nie sprzedaży.
Janina i Bronek idą do szkoły przy ul. Jarochowskiego. Jest to pierwsza szkoła uruchomiona w Poznaniu po wojnie. Jej otwarcie było możliwe przede wszystkim dzięki zaangażowaniu nauczycielek, które posprzątały szkolne budynki i zdobyły podstawowe wyposażenie. Janina przed wybuchem wojny zdążyła ukończyć pierwszą klasę podstawówki. Przez całą okupację nie chodziła do szkoły, uczyła się w domu z pomocą rodziców i dziadka. Bronek dopiero zaczyna swoją przygodę ze szkołą. Oboje uczą się w tzw. klasach łączonych, obejmujących dzieci z różnych roczników.