W czasie wielkich powojennych niedoborów ważnym uzupełnieniem ograniczonych zapasów były dary UNRRA (Organizacji Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy). Ta międzynarodowa organizacja dostarczała pomoc na obszary spustoszone wojną. Do Poznania pierwsze transporty, zawierające między innymi żywność, tkaniny oraz odzież, dotarły w sierpniu 1945 roku. W ich dystrybucji często pośredniczyły zakłady pracy. Część otrzymywanych produktów, takich jak jajka w proszku, nie była dobrze znana polskim gospodyniom. W związku z tym w prasie publikowano odpowiednie porady.
Uniwersytet otrzymał na gwiazdkę przydział z zapasów UNRRY. Profesorowie i docenci etatowi dostali oficerskie paczki żywnościowe (bekon w puszce, żółty ser topiony, pół kilograma prawdziwej kawy) i skórzane buty. Jako adiunkt habilitowany miałem prawo do żołnierskiej paczki żywnościowej (puszka solonej wołowiny, puszka marmolady, paczka biszkoptów) oraz trzewików płóciennych na gumowej podeszwie.
Wacław Kubacki, Dzienniki 1944-1958, Warszawa 1971, s. 56–57.
fot. Reglamentacja żywności na dziedzińcu Zarządu Miejskiego w Poznaniu przy ul. Matejki 49, fot. Zbigniew Zielonacki, ze zbiorów rodziny, cyryl.poznan.pl
graf. „Głos Wielkopolski” 1945, nr 189, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej, „Głos Wielkopolski” 1946, nr 136, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej
Z danych spisu powszechnego z czerwca 1945 roku wynika, że ponad 20% dzieci w kraju było osamotnionych w takim znaczeniu, że straciły one rodzica lub rodziców bądź zostały opuszczone. W związku ze śmiercią opiekunów, złymi warunkami bytowymi i problemami życiowymi rodziny wiele dzieci przebywało u krewnych lub w domach dziecka.
Zarówno dorośli, jak i dzieci przeżyli w związku z wojną poważne traumy, na które nakładały się powojenne problemy związane z zamieszkiwaniem, powszechnym niedożywieniem czy złym stanem zdrowia. W odróżnieniu od dzisiejszych modeli wychowania, dzieci były rzadziej nadzorowane przez dorosłych w swoim czasie wolnym. Wspomnienia dotyczące powojennego dzieciństwa ukazują też pewnego rodzaju rozdzielenie światów dzieci i dorosłych.
Nie uprzątnięte rumowisko. Składy wojennego szmelcu na placach. Przed zamkiem leżą rozbite jeszcze z artyleryjskimi pociskami. Dzieci urządziły sobie tutaj karuzelę na obrotowej lufie niemieckiego działa.
Wacław Kubacki, Dzienniki 1944-1958, Warszawa 1971, s. 41.
Piłki takiej do kopania to nikt nie miał, były szmacianki, mamy szyły ze szmat (…) to żeśmy w palanta grali, to żeśmy w zośkę grali (…) jak byliśmy głodni, to był szczaw (…) rower to rzadko ktoś miał, bo to kiedyś było coś, rower! Myśmy mieli hulajnogi zrobione tak, że były dwie deski, łożyska, takie normalne łożyska, jak ojciec któryś wyniósł od Cegielskiego czy z Pometu (…) hałas był jak diabli, ale tak się jeździło.
Jan Mróz [w:] M. Kępski i in. (red.), Trzeba by jeszcze powiedzieć. Z Archiwum Społecznego Śródki, Poznań 2016, s. 66-68.
graf.„Głos Wielkopolski” 1945, nr 191, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej, „Głos Wielkopolski” 1945, nr 295, ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej