Zamknij rozwijaną treść

Pierwsza gazeta

„Głos Wielkopolski” był pierwszą po wojnie wydawaną w Poznaniu gazetą. Pierwszy numer ukazał się jeszcze podczas walk o miasto – 16 lutego 1945 roku. Był to nowy tytuł, który od początku miał pełnić funkcje propagandowe. Dla mieszkańców czasopismo stanowiło jednocześnie cenne źródło informacji bieżących. To w nim publikowano komunikaty władz miasta, informacje o wprowadzeniu sytemu kartkowego czy uruchomieniu nowych instytucji.

Z kolei zamieszczane w gazecie ogłoszenia w pewnym stopniu obrazowały sytuację mieszkańców Poznania.  W miesiącach tuż powojennych na pierwszy plan wysuwają się problemy ze zdobyciem odzieży, obuwia oraz innych sprzętów codziennego użytku. Publikowano również wiele ogłoszeń o poszukiwaniu pracowników czy otwieraniu się zakładów przemysłowych i usługowych.

Archiwalne numery „Głosu Wielkopolskiego” można zobaczyć na stronie Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Zakłady przemysłowe

Podczas okupacji wiele poznańskich zakładów przemysłowych działało dalej, jednak pod kierownictwem niemieckim. Zakłady te wciąż zatrudniały Polaków, choć profil ich działalności mógł się zmienić. Po wycofaniu się wojska niemieckiego polscy pracownicy zaczęli powracać do fabryk i na nowo organizować w nich pracę. Warunki były trudne: często brakowało maszyn, rozkradzionych w zawierusze wojennej, a nawet dachów czy szyb. Część przedsiębiorstw zaczęła prowadzić stołówki pracownicze oraz wydawać towary żywnościowe.

[W lutym 1945 r. w zakładach H. Cegielskiego] ogłoszono ogólną rejestrację pracowników. Szła ona dość powoli, gdyż zamiast płacy mogliśmy zapewnić pracownikom jedynie talerz zupy oraz bochenek chleba co trzy dni. Ale ludzie zgłaszali się. W dniu kapitulacji załogi hitlerowskiej w Cytadeli zatrudnialiśmy już tysiąc stu pracowników.
Zbigniew Lutosławski [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 152.

Czterotygodniowy okres walk w mieście pozostawił fabrykę poważnie uszkodzoną. Dachy w wielu halach przestały istnieć lub były bardzo poważnie uszkodzone, szyb brakło zupełnie. Fabrykę ograbiono z wszystkich najcenniejszych przedmiotów i surowców, maszyny zdekompletowano, te, co zostały, uległy zardzewieniu przez postój w halach o zniszczonych dachach.

Zdzisław Grot, 100 lat Zakładów H. Cegielski 1846–1946, Poznań 1946, s. 202.

Ale pierwszą czynnością każdej reaktywującej się instytucji, urzędu, stowarzyszenia czy związku było zorganizowanie stołówki, (…) była [ona] magnesem przyciągającym, ważniejsza niż pensje, o których nikt nie wiedział, jakie będą i jak płatne.

Tadeusz Kraszewski [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 135.

Szkoła

Podczas niemieckiej okupacji w zasadzie zlikwidowano polski system szkolny. Dzieci miały być uczone jedynie elementarnych umiejętności czytania, pisania i liczenia. Nauczyciele i nauczycielki ginęli w egzekucjach, byli wywożeni do obozów lub wysiedlani. Nauczanie konspiracyjne stanowiło w związku z tym olbrzymie wyzwanie.

Po zakończeniu działań wojennych entuzjazm związany z odbudową polskiej szkoły był ogromny. Gdy na poznańskiej cytadeli wciąż trwały walki, w bezpieczniejszych rejonach zaczęto prace nad uruchomieniem szkół. Było to możliwe przede wszystkim dzięki oddolnej pracy przedwojennych nauczycieli i nauczycielek. Pierwszą szkołę otwarto 12 lutego przy ul. Jarochowskiego na Łazarzu. W lutym i marcu udało się uruchomić łącznie 16 szkół powszechnych.

Początkowo nauka była niezwykle utrudniona. Wyraźnie dawały o sobie znać braki kadrowe oraz infrastrukturalne. Konieczne było łączenie klas i roczników. Brakowało papieru i pomocy dydaktycznych.

Gdy tylko nasza dzielnica była oswobodzona od okupanta, garstka nauczycieli stanęła od razu do pracy. Gdyśmy do tej szkoły przyszli po raz pierwszy, to był straszny widok. Szkoła była niezniszczona, ale na dziedzińcu szkolnym leżały trupy żołnierzy niemieckich, bandaże, szmaty, puszki. Okropny widok również przedstawiały klasy (…). Zanim przystąpiliśmy do pracy, to trzeba było zakasać rękawy, zabrać się mocno do sprzątania szkoły (…). To trwało kilka dni. A nad nami to kule świstały.

Fragment audycji 60-lecie Poznańskiego Radia, G. Wrońska, M. Nowakowski, Radio Poznań.

A potem dzieci (…) podzielono – nie według wieku, a według posiadanych wiadomości – na dziesięć oddziałów. Te dzieci, które uczęszczały na tajne komplety, awansowały do wyższych klas, te zaś, które nie umiały ani czytać, ani pisać – musiały rozpocząć naukę od pierwszej podstawowej. (…)

Dzieci uczyły się po dwie godziny, ale nauczycielki pracowały na dwie zmiany, bo budynek nie był opalany, a dzieci przychodziły licho ubrane i często głodne. (…) Woźny szkoły Gościniak, uderzając w starą patelnię, dawał znak do rozpoczęcia lekcji. (…)

(…) Nie było książek; nauczyciele sami układali teksty i czytali je na lekcjach. Nie było zeszytów, nie było nawet wystarczającej ilości papieru. Uczniowie pisali na jakichś skrawkach, na marginesach starych gazet, na kawałkach tektury.

Izabela Cynkówna [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 50.

Już na początku marca zjawił się w drukarni Jan Brzozowski, przedstawiciel Spółdzielni Pomocy Szkolnych „Oświata” (…) zlecił mi opracowanie graficzne pierwszego elementarza. Podręcznik ten powstał w ciągu dwóch tygodni! Na opracowanie miałem zaledwie kilka dni. Elementarz był niesłychanie skromny, konieczność oszczędzania papieru zmusiła do ograniczenia jego objętości. (…) Za ten pierwszy podręcznik otrzymałem „królewskie” honorarium w postaci jajek i boczku!

Marian Romała [w:] T. Świtała (opr.), Trud pierwszych dni. Poznań 1945, Poznań 1970, s. 283-284.